fbpx

Roboty współpracujące (coboty) – przyszłość robotów przemysłowych?

Duże roboty mogą zastąpić pracę kilku osób. Są jednak ciężkie, przyspawane do podłoża w sensie dosłownym i nastawione na ściśle określone prace. Także drogie - na kieszeń np. koncernu motoryzacyjnego, lecz nie dla dostawcy drobnego elementu. Są już jednak roboty, które jak ulał pasują także do małych i średnich przedsiębiorstw, bo są małe i przestawne, nawet przez jedną osobę. Można im w dwie minuty zmienić czynności w prostym programowaniu. Takie roboty są też tańsze. To coboty.

Duże roboty mogą zastąpić pracę kilku osób. Są jednak ciężkie, przyspawane do podłoża w sensie dosłownym i nastawione na ściśle określone prace. Także drogie – na kieszeń np. koncernu motoryzacyjnego, lecz nie dla dostawcy drobnego elementu. Są już jednak roboty, które jak ulał pasują także do małych i średnich przedsiębiorstw, bo są małe i przestawne, nawet przez jedną osobę. Można im w dwie minuty zmienić czynności w prostym programowaniu. Takie roboty są też tańsze. To coboty.

Ogólnie, mianem tym opisuje się wszystkie roboty, które mogą współdziałać w pracy z człowiekiem i nie narażać go na obrażenia. Co istotne, ich stosowanie niesie drugą falę rewolucji o nazwie Przemysł 4.0.

„Duże” roboty i automaty samodzielnie nie sprostają przecież temu wyzwaniu. Nie przyczynią się do tego, żeby rewolucja przemysłowa wyszła poza wielkie hale produkcyjne. I to należało zmienić. 

Taki był punkt rozumowania m.in. profesorów Michaela Peshkina oraz Edwarda Colgate’a z Northwestern University w Stanach Zjednoczonych, którzy już w 1996 roku użyli po raz pierwszy słowa: cobot (zlepek słów: collaborative oraz robots, czyli robot współpracujący). Prace nad ich opracowaniem zlecił General Motors. 

Jednak przez dekadę duże firmy produkujące już od lat 60. XX wieku roboty przemysłowe w USA, Japonii i Niemczech nie wykazywały zainteresowania cobotami – jak się okazuje – zostali w dołkach. Można przyjąć, że upowszechnienie technologii niewielkich, łatwych w użyciu, relatywnie przystępnych cenowo oraz elastycznych we współpracy robotów przemysłowych to zasługa Esbena Østergaarda, współzałożyciela w Danii spółki Universal Robots. 

Od 2008 roku, kiedy wprowadziła na rynek pierwszego cobota, duńska firma stała się numerem jeden na świecie w ich produkcji. Nadal czołówkę producentów tworzy wąska grupa ok. 10 firm, ale szybko kwitną w tym segmencie start-upy. 

Dziś coboty mogą być użyte do precyzyjnego montażu pamięci RAM lub innych elementów elektronicznych. Mogą wyszukiwać w magazynie towary, zdejmować je z półek i dostarczać do punktu, gdzie – inny cobot plus ewentualnie człowiek – zapakują go na paletę. 

Mogą nakładać klej, dolepiać etykiety lub znaczki, przechwycić półprodukt i przenieść na inne stanowisko montażowe, ale także monitorować gotowe produkty i wykrywać określony typ wad lub usterek. 

Mogą być stosowane np. w zakładach zatrudniających osoby z niepełnosprawnością ruchową, poprawiając wydajność pracy. 

Robot współpracujący z człowiekiem, to cobot. Fot. Shutterstock.

Ogólnie, coboty mają pomóc wyręczyć człowieka w prostych i powtarzalnych czynnościach. Aby ten, po pierwsze, mógł zająć się bardziej kreatywną i decyzyjną działalnością. A po drugie, aby wyzwolił się z roli trybika w mniejszej lub większej machinie zakładu przemysłowego lub usługowego, był odpowiedzialny za programowanie cobota i jego pracę. Żeby awansował w hierarchii firmy i w swoich oczach. 

To niesie zatem znamiona innego rodzaju rewolucji, niż tylko za sprawą Przemysłu 4.0. Dokłada bowiem jeszcze inny aspekt do działalności gospodarczej. 

Wychodzi naprzeciw stosunkowo nowej tendencji, w globalnej gospodarce i w świecie masowej customizacji (czyt. kastomizacji; tłum. personalizacja). Stwarza możliwość produkcji masowej, czyli tanich wyrobów, ale z indywidualnymi zamówieniami. 

Źródło: Kliknij tutaj, aby przejść do źródła.
WNP.PL PIOTR STEFANIAK

Przejdź do strony głównej: