fbpx

Roboty współpracujące (coboty) – przyszłość robotów przemysłowych?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Duże roboty mogą zastąpić pracę kilku osób. Są jednak ciężkie, przyspawane do podłoża w sensie dosłownym i nastawione na ściśle określone prace. Także drogie - na kieszeń np. koncernu motoryzacyjnego, lecz nie dla dostawcy drobnego elementu. Są już jednak roboty, które jak ulał pasują także do małych i średnich przedsiębiorstw, bo są małe i przestawne, nawet przez jedną osobę. Można im w dwie minuty zmienić czynności w prostym programowaniu. Takie roboty są też tańsze. To coboty.

Duże roboty mogą zastąpić pracę kilku osób. Są jednak ciężkie, przyspawane do podłoża w sensie dosłownym i nastawione na ściśle określone prace. Także drogie – na kieszeń np. koncernu motoryzacyjnego, lecz nie dla dostawcy drobnego elementu. Są już jednak roboty, które jak ulał pasują także do małych i średnich przedsiębiorstw, bo są małe i przestawne, nawet przez jedną osobę. Można im w dwie minuty zmienić czynności w prostym programowaniu. Takie roboty są też tańsze. To coboty.

Ogólnie, mianem tym opisuje się wszystkie roboty, które mogą współdziałać w pracy z człowiekiem i nie narażać go na obrażenia. Co istotne, ich stosowanie niesie drugą falę rewolucji o nazwie Przemysł 4.0.

„Duże” roboty i automaty samodzielnie nie sprostają przecież temu wyzwaniu. Nie przyczynią się do tego, żeby rewolucja przemysłowa wyszła poza wielkie hale produkcyjne. I to należało zmienić. 

Taki był punkt rozumowania m.in. profesorów Michaela Peshkina oraz Edwarda Colgate’a z Northwestern University w Stanach Zjednoczonych, którzy już w 1996 roku użyli po raz pierwszy słowa: cobot (zlepek słów: collaborative oraz robots, czyli robot współpracujący). Prace nad ich opracowaniem zlecił General Motors. 

Jednak przez dekadę duże firmy produkujące już od lat 60. XX wieku roboty przemysłowe w USA, Japonii i Niemczech nie wykazywały zainteresowania cobotami – jak się okazuje – zostali w dołkach. Można przyjąć, że upowszechnienie technologii niewielkich, łatwych w użyciu, relatywnie przystępnych cenowo oraz elastycznych we współpracy robotów przemysłowych to zasługa Esbena Østergaarda, współzałożyciela w Danii spółki Universal Robots. 

Od 2008 roku, kiedy wprowadziła na rynek pierwszego cobota, duńska firma stała się numerem jeden na świecie w ich produkcji. Nadal czołówkę producentów tworzy wąska grupa ok. 10 firm, ale szybko kwitną w tym segmencie start-upy. 

Dziś coboty mogą być użyte do precyzyjnego montażu pamięci RAM lub innych elementów elektronicznych. Mogą wyszukiwać w magazynie towary, zdejmować je z półek i dostarczać do punktu, gdzie – inny cobot plus ewentualnie człowiek – zapakują go na paletę. 

Mogą nakładać klej, dolepiać etykiety lub znaczki, przechwycić półprodukt i przenieść na inne stanowisko montażowe, ale także monitorować gotowe produkty i wykrywać określony typ wad lub usterek. 

Mogą być stosowane np. w zakładach zatrudniających osoby z niepełnosprawnością ruchową, poprawiając wydajność pracy. 

Robot współpracujący z człowiekiem, to cobot. Fot. Shutterstock.

Ogólnie, coboty mają pomóc wyręczyć człowieka w prostych i powtarzalnych czynnościach. Aby ten, po pierwsze, mógł zająć się bardziej kreatywną i decyzyjną działalnością. A po drugie, aby wyzwolił się z roli trybika w mniejszej lub większej machinie zakładu przemysłowego lub usługowego, był odpowiedzialny za programowanie cobota i jego pracę. Żeby awansował w hierarchii firmy i w swoich oczach. 

To niesie zatem znamiona innego rodzaju rewolucji, niż tylko za sprawą Przemysłu 4.0. Dokłada bowiem jeszcze inny aspekt do działalności gospodarczej. 

Wychodzi naprzeciw stosunkowo nowej tendencji, w globalnej gospodarce i w świecie masowej customizacji (czyt. kastomizacji; tłum. personalizacja). Stwarza możliwość produkcji masowej, czyli tanich wyrobów, ale z indywidualnymi zamówieniami. 

Źródło: Kliknij tutaj, aby przejść do źródła.
WNP.PL PIOTR STEFANIAK

Przejdź do strony głównej: